Tak to się zaczęło czyli.. Kierunek Panama!

Wyjazd, podróż i pierwszy dzień w Panama City

Przygodę z podróżowaniem zacząłem od skoku do głębokiej wody.. Panama! Pojechaliśmy w trójkę. Ja, moja dziewczyna i kumpel.
Dlaczego Panama i dlaczego w ogóle się zdecydowałem? Z jednej strony świetna promocja, a z drugiej świadomość, że w końcu musze zrobić ten pierwszy krok, wstać z kanapy i ruszyć w świat. Do tego żadna z osób które znam jeszcze nie była Panamie więc nie mogłem przepuścić okazji do takiego wyjazdu. Bilety kupiłem o 2 w nocy po kilku minutach od pojawienia się promocji, pod wpływem emocji i nie żałuje! O państwie Panama nie wiedziałem nic oprócz tego że leży w Ameryce Centralnej. Do wyjazdu były 3 miesiące więc czas na przygotowania był.

W naszym przypadku droga do Panamy zaczęła się z Poznania bo tu mieszkamy, prowadzi jeszcze przez dwie europejskie stolice, Berlin i Madryt, ale po kolei..
Wyjazd z Poznania do Berlina i stamtąd samolot do Madrytu (z którego polecimy już do Panama City). Po 3 godzinach lotu jesteśmy już w Madrycie. Żeby dotrzeć do naszej stacji potrzebowaliśmy 3 przesiadek co nie było żadnym problemem nawet z naszą zupełną nieznajomością hiszpańskiego, wszystko było bardzo czytelnie oznaczone. Dojazd do centrum zajął nam ok. 45 minut. Wychodzimy po schodach z metra i nagle.. wielkie WOW. Nasza pierwsza myśl „jeśli cały Madryt wygląda jak ulica Grand Via to już wiemy skąd wzięło się powiedzenie „życie jak w Madrycie””.
Szeroka ulica z wysokimi, pięknie odmalowanymi starymi kamienicami robi ogromne wrażenie.

Obrazek

Hostel gdzie śpimy zajmuje jedno piętro kamienicy, płacimy po 10€ od osoby za pokój trzyosobowy z łazienką, więc cena bardzo dobra jak na tę lokalizację. Wychodzimy na dwie godziny na miasto zrobić kilka zdjęć, zjeść coś i o 3.00 wracamy do pokoju bo o 8.00 rano wyjeżdżamy już na lotnisko.
Dojeżdżając do lotniska wysiadamy na stacji Aeropuerto T4 i żeby wejść na samo lotnisko trzeba uiścić opłatę dodatkową 3€. Robimy check-in, ale samolot mamy z innego terminala więc żeby się tam dostać musimy wsiąść w kolejkę podziemną bo madryckie lotnisko Barajas jest olbrzymie. Od wyjścia z hostelu do dotarcia na miejsce boardingu potrzebowaliśmy około 2 godzin.
Wylot o 12.00. Długi 11-godzinny lot upłynął niezbyt uciążliwie, nadrobiliśmy braki snu z nocy w Madrycie, dostaliśmy 3 posiłki i każdy miał w fotelu przed sobą wbudowany komputer więc mogliśmy zabić nudę.
Zmiana czasu o 7 godzin w tył i w ten oto sposób o 16.00 jesteśmy w Panama City.
Już przy samych drzwiach lotniska jak to w każdym miejscu na świecie czekał na nas tłum taksówkarzy. Pierwsza propozycja 60$ za dojazd do centrum, druga 45$, jednak już wcześniej założyliśmy sobie, że do hotelu dojedziemy autobusem. Zdaniem taksówkarzy to nie możliwe bo.. i tu zaczęła się cała litania: 1.bo nie mamy buskarty koniecznej do jazdy autobusem miejskim, a na lotnisku nie można jej wyrobić, 2.bo do najbliższego przystanku jest kilka kilometrów, 3.bo mamy za duże plecaki żeby kierowca wpuścił nas do autobusu.
Ściema!!!
Wyszliśmy przed lotnisko w bluzach i długich spodniach żeby uciec przed taksówkarzami, zrobiliśmy kilka kroków.. i zmieniamy ciuchy, podwijamy nogawki, bluzy chowamy do plecaków – na termometrze przed lotniskiem jest 32 st.C. Przy wyjściu z lotniska spotkaliśmy trójkę Polaków. Oni też zamierzali jechać autobusem, nasze hotele były bardzo blisko siebie więc uznaliśmy że szukamy transportu razem.
Wychodząc z lotniska przeszliśmy około 500m dochodząc do małego ronda przy którym był przystanek autobusowy, tam dowiedzieliśmy się że autobusy do centrum odjeżdżają z przystanku położonego na przeciwko, jakieś 50m od miejsca w którym staliśmy. Na właściwym przystanku spotkaliśmy policjanta który powiedział nam że bilet do centrum będzie kosztował 0,5$ i faktycznie potrzebujemy buskartę. Zanim zdążyliśmy się zmartwić już dał nam rozwiązanie – chickenbus.
Czyli nie miejski, a prywatny autobus w którym płaci się kierowcy do ręki. Sprawa z chickenbusami nie jest taka zwyczajna jakby się mogło wydawać. Chickenbusy to stare szkolne autobusy z USA z lat 60. wymalowane w przeróżne kolory i obwieszone migającymi lampkami, do tego im głośniejsza lokalna muzyka w nich gra tym lepiej. Każdy ma inne imię, inny kolor ale każdy wygląda jak dyskoteka na kółkach.

Panama4



Jeden z takich właśnie chickenbusów podjechał na przystanek, żeby do niego wsiąść trzeba być sprinterem, 20 sekund i odjazd. Na nasze szczęście policjant zatrzymał go na trochę dłużej i mogliśmy spokojnie wejść. Na wszystkich forach które czytałem każdy odradza podróżowanie tym środkiem transportu ze względu na bezpieczeństwo. My mieliśmy wręcz przeciwne odczucia, bagaże musieliśmy zostawić przy wejściu koło kierowcy ze względu na duży tłok w autobusie, a sami musieliśmy zająć miejsca w tylnej części. Naszych bagaży pilnował koleś który pełnił rolę „zapraszającego” do skorzystania z jazdy busem, czyli darł się niesamowicie na każdym przystanku i obwieszczał dokąd jedzie nasz bus.

Obrazek

Droga z lotniska do centrum trwała około 40 minut. W tym czasie zdążyliśmy poznać największe przeboje panamskiego ‚disco polo’ i obejrzeć zza szyb przekrój miasta od przedmieść aż po ścisłe biznesowe centrum. Przez jakieś 10 minut jechał z nami policjant który stał tuż za fotelem kierowcy. Nasz driver uznał jednak że nie ma się czym przejmować i kilka razy przejechał na późno żółtym-lekko czerwonym świetle w dodatku rozmawiając przez komórkę, ale to chyba Panamski standard jeśli chodzi o kierowców bo policjant nawet nie zamierzał zwrócić mu uwagi. Wszyscy miejscowi podróżujący z nami byli dla nas serdeczni i uśmiechnięci. Przez całą drogę nie wydarzyło się nic niepokojącego więc jeśli tylko chcecie oszczędzić kasę, poznać już od pierwszych chwil klimat i rytmy Panamy to bardzo polecam przejażdżkę chickenbusem! Wspomnienia zostaną na długo.
Po wyjściu pożegnaliśmy się z Maciejem, Jarkiem i Karoliną i ruszyliśmy w swoją stronę. Było już zupełnie ciemno bo w Panamie zmrok zapada już po 18.00 więc 2$ na taxi i w 5 minut byliśmy pod hotelem.

Panama3

Nie wspomniałem jeszcze, że nasz wyjazd to kompromis: moich wakacji spędzanych na dziko i wakacji mojej dziewczyny „na wypasie”.
Pierwsza część naszego wyjazdu to stolica więc tu ‚musi być na wypasie” . Hotel jak na takie wakacje przystało nie mógł mieć mniej niż 4*. Na szczęście są promocje, kody rabatowe i inne przydatne wynalazki dzięki którym mogliśmy korzystać z luksusów za cenę pokoju w średnim pensjonacie nad Bałtykiem, więc nasz budżet nie ucierpiał za bardzo. W hotelu The Executivo spędziliśmy dwie noce, w środku wygląda trochę jak w hotelu z brazylijskiego serialu, ale trzeba przyznać że ma swój klimat i pracownicy są bardzo mili.
Nasz plan na pierwszy wieczór w Panama City to kąpiel i wyjście na miasto. No i w łazience Jędrzej doznał pierwszego zaskoczenia, po spłukaniu wody w toalecie niby wszystko ok, spłukane, ale woda jakby została i sprawia wrażenie zapchanego kibelka. Powiadamiamy pana z recepcji, który szybko nas uświadamia że wszystko ok i to normalne tutaj że woda prawie się wylewa. Więc jeśli ktoś z was będzie miał wątpliwości czy z waszymi toaletami wszystko w porządku, pamiętajcie: „This is normal water level in Panama!”.
Po wyjściu na miasto byliśmy już bardzo głodni, nie chciało nam się już szukać przyzwoitego baru więc uznaliśmy że KFC będzie bezpieczne. Szczerze nie polecamy, wzięliśmy coś jakby stripsy z frytkami, ale jedno i drugie było zimne i nie przypominało smakiem KFC a raczej jakiś tani bar.
Kolejny dzień zapowiada się ciekawiej, Kanał Panamski, Casco Viejo i centrum Panama City.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s