I <3 Gruzja

Gruzja

Ten kraj ma szczególne miejsce w moim sercu. Tam poznałem wspaniałych przyjaciół, tam jadłem najlepsze jedzenie, piłem najmocniejszą wódkę, podziwiałem ogromne góry, kąpałem się w ciepłym morzu, widziałem piękne dziewczyny i to dzięki Gruzji pokochałem podróże. Nie była to jednak miłość prosta, bo dopiero po powrocie doceniłem jaki wspaniały kraj miałem okazję odwiedzić.. i teraz będę chciał tam wracać możliwie najczęściej. Jednak wszystko po kolei..

i love gruzja

Pierwsze moje zetknięcie z gruzińską ziemią miało miejsce w 2012r. Wtedy jeszcze nie był to tak popularny kierunek jak teraz i niewiele wiedziałem o nim oprócz tego, że dopiero skończyła się tam wojna (2008r.). Jednak mając do wyboru spędzenie prawie 3 tygodni praktyk z uczelni w Słubicach lub w Tbilisi druga opcja wygrała w przedbiegach, na dodatek jechaliśmy małą 13 osobową grupą, 10 dziewczyn i 3 chłopaków.. fajnie co ? 😉

Pozytywów wyjazdu było wiele, ale największy to taki ,że uczelnia zorganizowała wyjazd na zasadzie wymiany. Najpierw my nocowaliśmy u rodzin gruzińskich, a później gościliśmy Gruzinów w Polsce. Dzięki temu mogliśmy zaprzyjaźnić się nie tylko z naszymi gospodarzami ale z całymi ich rodzinami i poznać jak wygląda prawdziwe życie w tym kraju.

W Tbilisi wylądowaliśmy o 2 w nocy więc do domu Guramiego ( tak ma na imię mój gruziński przyjaciel ) dotarliśmy dopiero przed 3. Byłem pewny, że wejdziemy po cichu do mieszkania i położymy się spać żeby nie obudzić całej jego rodziny. Jednak byłem już w Gruzji, tam tak nie można. W środku nocy Gurami i jego mama byli przekonani, że jestem niesamowicie głodny i w żaden sposób nie udało mi się im wytłumaczyć że mogę z jedzeniem poczekać do rana. Piwo, kolacja i tradycyjne gruzińskie słodycze w ogromnych ilościach były rozkoszą dla podniebienia. Już pierwszego dnia zdążyłem poznać co to chaczapuri.

chaczapuri

Po około godzinnej rozmowie, krótkich opowieściach o naszych rodzinach, krajach i studiach poszliśmy spać.

Pierwszy dzień w Gruzji rozpoczął się od zwiedzania starego miasta Tbilisi, następnie spotkanie z nowoczesną architekturą tak nie pasującą mi do tego miasta czyli Most Pokoju.

most pokoju Tbilisi

Na koniec dnia poszliśmy do cerkwi Sameba – największej świątyni w Tbilisi i w tej części Kaukazu. Znajduje się on na jednym ze wzgórz i widać ją prawie z każdego miejsca w mieście.

Tbilisi monastyr

Chodząc po Tbilisi nie sposób nie natknąć się na zniszczenia. Pozostałości komunizmu oraz te najświeższe ślady ostatniej wojny domowej z lat dziewięćdziesiątych: spalone domy, zniszczone podwórka, zaniedbane ulice.

Tbilisi

Tbilisi stare miasto

Tbilisi

Jednak pierwsze wrażenie – Tbilisi ma w sobie coś włoskiego. Wąskie uliczki, niska zabudowa, czerwone dachy, dużo słońca i szaleni kierowcy. Każdy jeździ, jak chce. Rozklekotane auta bez zderzaków, z przyciemnianymi szybami torują sobie drogę klaksonem. Pieszy nie ma tutaj żadnych praw, a przejście przez ulice graniczy z cudem.

Kolejny dzień rozpoczynamy od długiego spaceru ulicą Rustaveli – jedna z najbardziej reprezentacyjnych ulic Tbilisi. Wjeżdżamy także wyciągiem na najbardziej charakterystyczne wzgórze Tbilisi na którym znajduje się zamek Narikala.

Tbilisi Narikala

Tbilisi centrum

Tbilisi

Tbilisi

Długi dzień kończymy przejściem przez bardzo ładną ulicę Shardeni jedząc najlepsze lody w mieście, warto się tam zatrzymać w którejś z klimatycznych knajpek.

Tbilisi shardeni street

Tbilisi shardeni

Tbilisi shardeni

Po powrocie do domu długo rozmawialiśmy z Guramim i jego ojcem o polityce, wojnie z Rosją, o tym że Gruzini kochają Polaków za solidaryzowanie się z nimi podczas wojny w 2008r. Okazało się też, że tata Guramiego służąc w radzieckim wojsku był przez jakiś czas w Polsce więc przypominaliśmy sobie odcinki z Czterech Pancernych. Z sentymentem wspominał także polską kuchnie… i w tym momencie mama Guramiego przyniosła nam hinkali. Sprawa wydawałoby się prosta: gruzińskie pierogi z mięsem. Ale! Raz: kształt – no widać, że nie pierogowy, raczej sakiewka, obowiązkowo nieparzysta liczba zakładek. Dwa: farsz – mięso z „trawami” i cebulką. Trzy: technika jedzenia – paluchami; najpierw wygryza się dziurę w cieście i wydając dziwne dźwięki, wysysa się sos ze środka, potem je się resztę. Cztery: z czym? Obowiązkowo z piwem więc w butelce na nie ma wody Borjomi…

hinkali

Hinkali – najlepsze pierogi świata !

Trzeci dzień pobytu w Gruzji to wyjazd do Kacheti. Regionu położonego we wschodniej Gruzji tuż przy granicy z Azerbejdżanem.

Jeżdżąc po Gruzji jest są dwie rzeczy, które od razu rzucają się w oczy, są to:policja i krowy.

Podobno nowoczesna policja obok zamiłowania do nowoczesnej architektury jest „oczkiem w głowie” prezydenta Gruzji – Mikheila Saakashvilego. Dlatego też nie szczędzi on środków na wyposażenie, szkolenia, nowe radiowozy i budowę komisariatów.

policja gruzja

policja 2

policja gruzja

police-station3

Czasem to wygląda śmiesznie, gdy w małej wiosce, obok kilku starych chat stoi zupełnie nowiuteńki komisariat policji.

Co do krów to zawsze myślałem, że są święte ale tylko w Indiach, dopiero gdy stanąłem na gruzińskiej ziemi przekonałem się, że byłem w błędzie! Zwierzęta są traktowane jak święte również w Gruzji, a świętość ich to po prostu „święty spokój” jaki tu mają. Oczywiście każda należy do jakiegoś człowieka i prędzej czy później i tak trafi do czyjegoś garnka, jednak zanim tak się stanie, to mogą one nacieszyć się wolnością, chodząc swoimi własnymi ścieżkami. Dlatego też można je spotkać w naprawdę wszędzie – krowa pod supermarketem, pod cerkwią, w opuszczonym zamku, a na środku drogi całe stada. Są wszędzie i nikt im tego nie broni. Tutaj nie ma żadnych ogrodzeń, elektrycznych pastuchów, zwierzęta domowe żyją z taką swobodą jak ludzie.

krowy

krowy 2

krowy na drodze

Krowa może iść, stać lub leżeć na środku jedynej głównej drogi w Gruzji – trudno – jak idzie to trzeba ja przepuścić, jak stoi to trzeba ją wyminąć, a jak leży to trzeba czekać aż wstanie!!!

Po drodze do Kacheti zwiedzamy muzeum Aleksandra Chavchavadze, jednego z najwybitniejszych Gruzinów. Kolejnym punktem podróży był kościół Alaverdi, świątynie zbudowano w XI w. Katedra jest ogrodzona wysokim murem obronnym, który w przeszłości musiał odpierać liczne najazdy Persów oraz rabunkowe napady górali z Północnego Kaukazu.

Alaverdi Gruzja

Po bardzo długiej podróży w marszrutce bez klimatyzacji wszyscy marzyli o kąpieli.. nasze życzenia spełniły się nad jeziorem  Kvareli.

Długi dzień kończymy noclegiem w Dedoplistskaro.

Po bardzo wyczerpującym poprzednim dniu przyszedł czas na kolejny i chyba najbardziej gorący dzień w Gruzji. W cieniu ponad 30 stopni, a my rozpoczęliśmy od zwiedzania miasta Sighnaghi, nazywanego przez Gruzinów miastem miłości.

signaghi gruzja

signaghi gruzja

VLUU L110, M110  / Samsung L110, M110

Kolejnym punktem był monastyr Bodbe, gdzie znajduje się grób świętej Nino, dzięki niej Gruzja przyjęła chrześcijaństwo. Dotarliśmy tam prawie upieczeni. Jedna z dwóch marszrutek którymi podróżowaliśmy popsuła się i w kilkanaście osób musieliśmy jechać 3 osobowym busem, trzy osoby z przodu i reszta na pace.. było jak w piekarniku!

zepsuta marszrutka

w marszrutce

Chyba dla ochłody wybraliśmy się do źródła ze świętą wodą, w którym dla szczęścia i błogosławieństwa od Boga trzeba zanurzyć się trzy razy.. a woda ma (jak to powiedział Gurami) „minus stopni”. Spróbowałem i okazało się, że Gurami nie kłamał bo ten chłód pamiętam do dzisiaj! Dzień kończymy wspaniałą kolacją uwieńczoną czaczą i toastami w Dedoplistskaro. Czacza to gruzińska wódka robiona z winogron, w najsłabszym wydaniu ma 70%..

Piąty dzień w Gruzji to spotkanie z naturą w rezerwacie Lagodechii. Jednak kto by się spodziewał, że nasza wyprawa przez las wzdłuż koryta rzeki będzie miała miejsce w trakcie burzy.

VLUU L110, M110  / Samsung L110, M110

Lagodechi Gruzja

suszymy ciuchy

Kilkugodzinna wyprawa do wodospadu kończy się jednak pozytywnie jak i nasza przygoda z Kacheti, suszymy ciuchy i wracamy do Tbilisi. Wieczorem wybraliśmy się na imprezę nad jezioro, ale to akurat było mniej interesujące.. przeżyciem była jazda taksówką! W Tblisi każdy wehikuł, który byle się toczy, bez świateł, zderzaka, a nawet i klapy od bagażnika, jeździ po drogach, ale najgorszymi rzęchami są taksówki. W ogóle taksówkę łapie się na ulicy po ‘nowojorsku’, w środku nadymione do oporu, bo w Gruzji można palić absolutnie wszędzie (i wszyscy skrzętnie z tego prawa korzystają, choćby dlatego, że paczka fajek kosztuje ok 4 zł) do tego zapachowa choineczka i 7 osób + kierowca w starej Astrze i mamy naprawdę dużą atrakcję.

Następne dni to wyjazd do Ajary – autonomicznego regionu położonego na zachodzie Gruzji. Ostatecznym celem wyprawy jest miasteczko Grigoleti nad Morzem Czarnym. Po ponad 300km od Tbilisi dojechaliśmy do celu… nasz dom stoi dosłownie 15 metrów od plaży, w około nie ma innych zabudowań, tylko las, morze i my! Wspaniały widok z okien na Morze Czarne, wystarczy tylko przekroczyć próg i jest się na plaży, woda bardzo ciepła i kąpiel przy zachodzącym słońcu wśród dużych fal daje mnóstwo radości.

Batumi Gruzja

Poranek to wyjazd do Batumi – stolicy Ajary i zwiedzanie centrum. Tu pierwszy i chyba ostatni raz przypomniałem sobie, że jestem na praktykach z uczelni – podziwiając zabytki zrobiliśmy małą powtórkę z historii architektury.

Batumi wygląda na typowo europejski kurort nadmorski. Bardzo ładna promenada wzdłuż wybrzeża i duża plaża,

Batumi Gruzja

Batumi wczasy

Batumi podróże

bogato zdobione kamieniczki

Batumi

batumi

i jak na Gruzję to wszędzie panuje zdumiewający porządek.

Po niedługim spacerze czas na obiad, dostaliśmy naprawdę pyszne chaczapuri po adżarsku czyli acharuli – chaczapuri z jajkiem zapiekane w chlebie – niewyobrażalnie pyszne!

acharuli khachapuri

VLUU L110, M110  / Samsung L110, M110

Do tego lemoniada w chyba wszystkich smakach świata – obok czaczy i wina to chyba narodowy napój Gruzinów.

Kiedy my zajadaliśmy się pysznościami, nasi kierowcy też zrobili sobie krótki odpoczynek…

zmeczeni kierowcy

Kolejnego dnia żegnamy nasz piękny dom na plaży i jedziemy do Bakuriani – Gruzińskiego kurortu narciarskiego, gdzie odwiedziliśmy szkołę i zostawiliśmy drobne prezenty dla dzieci. W szkole uderza bieda i wygląd jak z filmów pokazujących rzeczywistość z przed 60 lat.

szkola

szkola 2

Po wyjściu ze szkoły i powrocie do teraźniejszości wyruszyliśmy do Borjomi spróbować najlepszej gruzińskiej wody mineralnej. Po dwóch godzinach spędzonych w tym uzdrowisku wyjechaliśmy do Abastumani, droga nie była tak prosta jakby to mogło się wydawać na początku. Podjazd pod górę bardzo wąską i krętą drogą z niemałą prędkością działała bardzo niekorzystnie na nasze żołądki, ale warto było tak się poświęcić. Nocleg mieliśmy przy obserwatorium astrofizycznym Gruzińskiej Akademii Nauk, a skorzystanie z teleskopu który umożliwiał oglądanie Saturna wraz z jego pierścieniami zapierało dech w piersiach. To dopiero było przeniesienie się w czasie i przestrzeni…

saturn 3

saturn

saturn 2

Po śniadaniu wyruszyliśmy do Kazbegi/Stepantsminda. Tak! dzisiaj zdobędziemy wielkie góry Kaukazu. Zanim jednak dotarliśmy do celu, po drodze zwiedziliśmy zamek Khertvisi pochodzący z II w. przed Chrystusem. Zamek w całej swojej długiej historii opierał się wielu najeźdźcom, ale nie udało mu się powstrzymać natarcia krów, można je było spotkać nawet pod wieżą zamkową.

VLUU L110, M110  / Samsung L110, M110

Drugim punktem pośrednim naszej podróży była Vardzia, miasto wykute w skałach, na zwiedzanie przeznaczyliśmy około 2-3 godzin. Było warto bo czegoś równie niesamowitego nie spotkamy nigdzie indziej.

Vardzia Gruzja

Vardzia Gruzja

Małe pokoje, pomieszczenia, kapliczki wydrążone w kamieniu, połączone ze sobą wąskimi i ciągnącymi się w nieskończoność korytarzami robią naprawdę duże wrażenie, jeszcze bardziej ciekawe jest jak miasto mogło wyglądać w czasach swojej świetności.

Po długiej i momentami niebezpiecznej podróży na skraju urwisk, w nocy, na dodatek w burzy i z szalonymi kierowcami na drodze dotarliśmy do Kazbegi.

Gruzja góry

droga do kazbegi 2

VLUU L110, M110  / Samsung L110, M110

Dzień w Kazbegi podzielony był na dwie części, pierwsza to 5 godzinna wspinaczka na górę Gergeti do turystycznego symbolu Gruzji – monastyr Cminda Sameba.

Cminda Sameba Gruzja

kazbeg Gruzja

W tle mogliśmy podziwiać słynny Kazbek (5033m n.p.m.),

a druga część do piesza wycieczka do wodospadu Gveleti.

gevaleti

Po bardzo wyczerpującym dniu udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Rano wyjechaliśmy z Kazbegi i wracamy do naszego gruzińskiego domu – Tbilisi. Po drodze zatrzymujemy się w zamku i monastyrze Ananuri skąd rozciąga się piękny widok na sztuczne jezioro na rzece.

Ananuri Gruzja

Ostatnim punktem z wyprawy po Gruzji przed powrotem do Tbilisi była Mccheta, to w tym mieście Gruzini przyjęli chrześcijaństwo, znajdują się tam bardzo stare monastyry wpisane na listę UNESCO.

Mtshketa Gruzja

Mtshketa Gruzja

Następny dzień miał być jednym z dwóch dni wolnych, jednak przeznaczyliśmy ten czas na wycieczkę do Gori i zwiedzanie muzeum ‘najsłynniejszego z Gruzinów’ – Stalina.

Stalin Gori

stalin wodzowi

Pani przewodnik rozpływała się nad geniuszem i twórczością jej ‘wielkiego’ rodaka, my jednak z wyczuleniem słuchaliśmy jej opowiadania o komunistycznym wodzu.

Większość ostatniego dnia przeznaczyłem na kupno pamiątek. Odwiedziłem prawdziwy gruziński targ z arbuzami, pomidorami, ziołami, mnóstwem innych warzyw i owoców, a także ze słodyczami robionymi w tradycyjny sposób m.in. thlapi czyli… hmmm… jakby to opisać: suszone owoce rozmacza się, miksuje, masę rozwałkowuje i robi się z niej taki owocowy papier, trochę jak żelki.

thlapi gruzja słodycze

Drugim specjałem jest czurczchela czyli orzechy nawleczone na nitkę i moczone w soku z winogron zagęszczonym mąką. Tworzy to piękne i pyszne warkocze.

slodycze gruzja

Kupiłem także gruzińskie wino i pluszaka krowę.. tak ta pamiątka najbardziej kojarzy mi się z Gruzją.

Wieczorem odbyła się pożegnalna kolacja zakrapiana mocnym i dobrym winem. Pokazy tradycyjnego gruzińskiego tańca dopełniły klimatu i tak wybiła północ.

Z restauracji wyszliśmy do miejsca z którego mieliśmy wyjechać na lotnisko, 3 godziny dojścia do siebie po pożegnalnym przyjęciu niektórym dobrze zrobiły i o 4.50 niestety już wracamy do domu..

W trakcie tego wyjazdu spędziliśmy też dwa dni w Armenii, ale o tym będzie osobny post.

Reklamy

5 comments

  1. Dwa byki w opisie: 1) raczej trudno w ciągu jednego dnia zwiedzić Vardzję i Stepancmindę – jako że Vardzja leży na samym południu Gruzji, a stepancminda na północy! I problem nie w dojeździe – bo dojechać się da – tylko zabraknie już czasu na zwiedzanie! 2) A stara stolica Gruzji nazywa się Mccheta (Мцхета-მცხეთა) i wymawia się to tak, jak się pisze po polsku: M-c-ch-e-t-a! Byłes’ tam i nie słyszałes’, jak Gruzini wymawiają tę nazwę? s’loński górol beskodzki – Zeflik

    • Dziękuję za wyłapanie błędu, już poprawiony. Z Abastumani (skąd wyjeżdżaliśmy) do Vardzi jest około 90 km, co prawda nie po drodze do Sptepancmindy, ale zapewniam Cię że wyruszając rano wystarczy czasu żeby zwiedzić Vardzie i dojechać do Stepancmindy późno wieczorem tak jak napisałem we wpisie, a tam zwiedzanie było następnego dnia 🙂 może to zasługa szalonego gruzińskiego kierowcy, że udało nam się to zrobić jednego dnia 😉

  2. Przepraszam za dwa błędy: Stepancminda pisze się z dużej litery, a górol jestem beskidzki! Zeff ps. a gdzie data zamieszczenia opisu podróży do Gruzji?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s