Iran – nie tak to miało wyglądać..

Poznany przeze mnie w Armenii Irańczyk miał na imię Mahdi, około 35 lat, ubrany był w garnitur i mówił że jest dyrektorem szkoły podstawowej. Facet budzi zaufanie, ale jednak gdzieś z tyłu głowy mam te nagłówki z gazet o fanatycznych muzułmanach, szczególnie radykalnych w Iranie. mapka Przechodząc przez granicę armeńsko-irańską Mehdi powiedział, że czeka tu na niego jego znajomy taksówkarz i może podrzucić nas do Jolfy ( miasta położonego około 80km od miejsca w którym przekraczałem granicę, a z którego łatwo dostanę się do Tebrizu ). Za 20 minut będzie kompletnie ciemno, do tego pojedziemy drogą która biegnie wzdłuż granicy z Azerbejdżanem i na której (ze względu na ostatnie walki pomiędzy Azerami, a Ormianami) został wprowadzony zakaz zatrzymywania i wysiadania z samochodu bo można zostać uznanym za szpiega i ostrzelanym ze strony Azerskiej. Myślę sobie – niewesoło. Nie miałem jednak wyjścia i idę z dwoma Irańczykami do samochodu. Chce usiąść z tyłu po lewej stronie, ale drzwi są zablokowane. Kolega Mehdiego mówi żebym odłożył plecak do bagażnika i dopiero wsiadał. Klapa otwiera się, a tam.. kosa i karnister z benzyną! Pierwsza myśl – zetną mnie, a później spalą ! Wsiadam do tyłu, siedzę przy zablokowanych drzwiach, a od mojej strony siedzi Irańczyk, ruszamy. Kierowca pędzi jak szalony po górskiej drodze. Nie czuje się bezpiecznie, jest zupełnie ciemno, jesteśmy oddaleni od cywilizacji o około 80km, z jednej strony zablokowane drzwi, z drugiej Irańczyk którego znam 6 godzin, a w bagażniku kosa.. Gdyby nie to, że byłem w Iranie, o którym nasłuchałem się tylu nieprawdziwych informacji to nawet nie zwróciłbym uwagi na te „straszne” szczegóły, ale wyobraźnia zapracowała i 80km ciągnęło się i ciągnęło z lekkim dreszczykiem emocji. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze, a najlepszym akcentem było to, że jechałem najtańszą taksówką w swoim życiu – zapłaciłem 3$ za 80km ! Wszystko dzięki temu, że paliwo w Iranie jest po około 70gr, a gaz po 40gr. I tak prawie wszyscy jeżdżą na gazie i jeszcze narzekają że za drogo!!! Z Jolfy łapiemy kolejną taksówkę do Tebrizu, gdzie przesiadamy się do autobusu który zawiezie nas do Teheranu. Za bilet płacę 8$, a do przejechania jest ponad 600km. Kiedy czekaliśmy 2 godziny na odjazd autobusu, poszedłem do jednej z knajp. Typowa dla miejscowych. Specjał – tortilla z gotowanymi ziemniakami i sadzonym jajkiem + oranżada. Dziwne połączenie, ale po takiej podróży wszystko smakuje. Właściciel trochę mówił po angielsku i zapytał skąd jestem. Znów zadziałało magiczne „Lechistan” i zjednałem sobie kolejnego przyjaciela! Powiedział, że wspaniale że odwiedzam Iran, że koniecznie muszę opowiedzieć w Polsce jak bardzo lubią turystów i że jestem teraz jego gościem i nie mogę płacić za kolację 🙂 Ze świetnym humorem i pełnym brzuchem wyjeżdżam do Teheranu. Na miejscu meldujemy się o 7 rano, wysiadam zaspany z autobusu. Niesamowicie zatłoczony dworzec autobusowy, wszędzie pełno ludzi. Do naszego autobusu podbiega kilku cinkciarzy żeby wymienić $ na riale, wszyscy wymieniają więc wymieniam i ja. To był mój największy błąd. Kiedy podałem pieniądze on po prostu zwiał z nimi pomiędzy autobusami. Nawet nie zdążyłem zareagować, a już zniknął w tłumie. Pieniędzy w portfelu zostało mi tylko na bilet do Stambułu i na jeden dzień noclegu. Pieniędzy z bankomatu nie wyciągniemy europejskimi kartami ze względu na sankcje nałożone przez Zachód na Iran. Moja turecka wiza będzie pozwalała na wjazd dopiero za 4 dni. Nie mam pieniędzy na nocleg ani na jedzenie do tego czasu, nie mogę ich wyciągnąć z bankomatu, do tego właśnie moje marzenia o zwiedzeniu Iranu pryskają. Rozpacz! Kupuje więc bilet do Erywania, a stamtąd pojadę do Tbilisi gdzie zostanie mi kilka dni, z tych które miałem spędzić w Iranie. Jeśli po przyjeździe do Armenii złapię marszrutkę do Gruzji od razu to nie stracę dużo czasu. Nic innego mi nie zostało, muszę wracać, podziwiać Iran zza szyby autobusu i liczyć na to, że szybko tu wrócę. Jednak następnym razem, czy to w Iranie czy w każdym innym miejscu na świecie będę mądrzejszy o to przykre doświadczenie. Ktoś mógłby powiedzieć, że Iran jest niebezpieczny. Ja czułem się tam bezpieczniej niż np. w Armenii, a to że zostałem okradziony to czysty przypadek i moja nieuwaga. Tak naprawdę wszędzie na świecie są dobrzy i źli ludzie, trzeba być tylko uważnym i zachować trochę czujności. Podczas jazdy autobusem, podziwiając takie widoki za oknem było mi jeszcze bardziej przykro, że wymarzony Iran ucieka mi w tak głupi sposób z przed nosa. Iran3

Iran2

Iran

Iran4

DSC_0169

DSC_0177

DSC_0184

pustynia

A co do samych autobusów w Iranie to prawdziwa klasa VIP, autokar dużych rozmiarów zamiast standardowych 40 miejsc ma tylko 24. Fotele są w pełni rozkładane do pozycji leżącej. W zagłówkach przed nami wbudowane są monitory z grami i filmami, do tego słodycze i napoje w tracie całej podróży są gratis. A za bilet Teheran – Erywań czyli 1150km płaci się tylko 40$. DSC_0161

Reklamy

2 comments

  1. Przepiękne zdjęcia.
    My mieliśmy kilka razy stracha w Indiach, kiedy po ćmoku jeździliśmy autorikszami do jakichś małych miejscowości. Mamy zasadę, że nie jeździmy smaochodami/rikszami, kiedy nie mamy przewagi liczebnej (w sensie np. nas dwoje i kierowca ze znajomym). Ale czasami nie ma wyjścia.

  2. Ale przynajmniej widziales kolorowe gory;). Jak pojedziesz nadtepnym razem do Iranu to raczej plac za wszystko – obowiazuje taroof czyli zbior grzecznosciowych ceregieli, ktore utrudniaja zycie turystom. To, ze ktos nie chce przyjac zaplaty, to tylko formulka grzecznosciowa. Tam wszyscy to znaja i nie ma problemu. Ale przyjecie propozycji mp nieplacenia jest duzym nietaktem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s